wtorek, 20 sierpnia 2013


Ja w moich czterech ścianach. Od tygdonia. To stawało się być już uciążliwe.
Moje życie ostatnimi czasami stało się być dość nudne. Szkoła, dom, komputer,spanie, szkoła, dom. - Tak mi mijają tygodnie.
Nie to, co kiedyś. Zaledwie 4 miesiące temu nie miałam na nic czasu, imprezy, pełno znajomych, chłopcy. Właśnie... chłopcy, umiem się nimi bawić to jedna z moich wad, albo może i zalet, kto wie? Z nikim się jeszcze w życiu nie związałam. Zawsze jakiś zagada, napisze, a ja, albo ich uwodzę i potem mam w dupie, lub po prostu olewam.

Alkohol, papierosy trawa - to było dla nas normlane.
Może i jestem wstydliwa, czasami cicha, ale jeśli chodzi o zabawe - wiem jak to się robi.
Wymykanie się z domu w nocy. Mówienie rodzicom o nocowaniu u koleżanki, a tak na prawdę szło się na impreze - standartd.
Ale we mnie coś się zmieniło... Nie wiem do końca co miało na mnie taki wpływ. Może wydoroślałam? Może nauczyłam się odróżniać dobro od zła. No, ale chwila... czy imprezy i róznego rodzaju używki dla nastolatki to coś dziwnego? Nie wiem. W każdym razie jestem inna i w sumie dobrze mi z tym. Teraz mam jedną przyjaciółkę, ma na imię Monic, ludzie mówią, że wyglądamy jak siostry, zawsze. To dość zabawne, bo my nie widzimy podobieństwa. Mamy tyle samo lat -16, lecz ona jest w klasie wyżej. Nie to żebym nie zdała, ale ona poszła do szkoly rok wcześniej. Zawsze robimy wszystko razem, wspólne wakacje, wyjazdy, weekendy, nocki. Dość uciążliwe jest to, że mieszkamy po dwóch różnych stronach Atlanty, ale dajemy radę. Niezapominając o Chrisie.. jest dla mnie jak brat, zamy się od dziecka i chyba wiemy o sobie dosłwonie wszystko. Mimo, że nasze kontakty nie są już takie same, bo on wciąż kumpluje się z naszą starą ekipą od imprez i wszystkiego,co złe. Dalej wiem ,że moge na niego zawsze liczyć.
Jest coś co mnie rani. Moja najlepsza przyjaciólka i mój braciszek. Nienawidzą się. Nigdy tego nie zrozumiem, jakim cudem ja kocham tę dwójkę najbardziej na świecie, a oni się po prostu, najzwyczjaniej nie lubią. Monic uważa go za tzw. psa na baby. Przelizać, przelecieć, zapomnieć. Może i lata za każdą możliwą laską, ale co zrobić, po prostu ma bzika na ich punkcie. Szkoda, że nie widzi w nim tych dobrych stron.
***

-Emily wstawaj! - mamy głos rozległ się niemal po całym domu.
-Emily! Spóźnisz się do szkoły! - tak, to znów ona.
Po krókiej chwili, zdobyłam w sobie siły, aby w końcu ruszyć się z łóżka. Leniwym krokiem poszłam do łazienki, ogarnełam się i wykonałam wszystkie poranne czynośći.
Szybko się ubrałam, spakowałam do torby dwie ksiązki i zeszyt - bo kogo tak na prawdę obchodzi szkoła, ipoda, klucze i gumy.
Wychodząc z domu zahaczyłam o kuchnie, wziełam kanapkę i wyszłam z domu.
Założyłam słuchawki na uszy i wsłuchiwałam się w nuty mojego ulubionego zespołu.
Po niespełna 15 minutach ujrzałam napis, na widok którego robiło mi się niedobrze.
Constance. Tak nazywa się moja szkoła, wypełniona plastikami i chłopakami na których wolałam nawet nie patrzeć. Nie lubiłam tej szkoły. Wydawało mi się, że nie pasuję tam.
Przepychając się przez tłumy nastolatków dotarłam do mojej szafki.
Kiedy wyciągałam potrzebne mi rzeczy, telefon zawibrował.
Sms:
Hej Emss, nie będzie mnie dziś w szkole, źle sę czuję, przetrwasz ten dzień sama, haha?:)
Ah. Chris. Jeszcze masz jego. Trzymaj się, wpadnij po szkole jak chcesz. Cya. M. 

-Fuck.
Nie odpisałam nic, zamknęła szafke i ujrzałam Chrisa, jak zwykle z jakąś laską, nawet nie wiem kto to był, no ale cóż, co tu się dziwić, mało na kogo zwracałam uwagę w tej szkole.
Bez chwili namysłu podeszłam do tej dwójki.
- Sorry laska, możesz nas zostawić?
Popatrzyła się krzywo, kiwnęła głową i bez słowa odeszła.
- Hej Ems, jak zwykle miła i wesoła,co? Zaśmiał się chłopiec.
- Taa, te słowa dokładnie do mnie pasują. - Powiedziałam z ironią, na co Chris się znów zaśmiał. - Kto to w ogóle był?
- Megg, chodzisz z nią na francuski od 2 lat, jakbyś chciała wiedzieć.
- Aaa ok, faktycznie, chyba tak.
- Dobra wiem, że ostatio ciągle jesteś przybita, ale co jest?
- Nie nic, po prostu. Monic dziś nie będzie. Nie wiem.
- O boże, co za szczęście, powinnaś się cieszyć - żartobliwie powiedział Christian. - W końcu ktoś się mnie nie będzię czepiał na każdym kroku.
- Oj, daj spokój już!
- Dobra, dobra, sorry. - Heeej, może pójdziemy gdzieś w piątek? Znów się zabawimy jak kiedyś, pamiętasz? Fajnie było.
- Nie wiesz, że z tym już skończyłam.
-No ok, jak chcesz. To chociaż wpadnij do mnie, porobimy coś.
- No zastanowie się, potem ci powiem. - Szybko odpwiedziałam i odchodziłam po usłyszeniu dzownka.
Matma. Pomyślałam i udałam się na drugie piętro, na tę nieszczęśliwą lekcję.
Po upływie zaledwie 10 minut, myślałam, że zaraz nie wytrzymam. Nauczycielka jak zwykle nie umiała zaponować nad chaosem w klasie. Wszystkie te dzieciaki śmiały się głośno, rzucali samolotami, chłopcy próbowali do kogoś zagadać. - Żałosne. Pomyślałam, kiedy nagle wszedł ktoś do klasy. Dość niska blonydnka z ładnym uśmiechem.
- Emily Croft, proszona do dyrektora. - cicho mruknęła, że ledwo kto ją słyszał w tym hałasie.
Po usłyszeniu nazwiska, warknełam pod nosem. - Co znowu...
Udałam się do gabinetu z myślą, że chyba tak źle nie będzie. Myliłam się.
- Dzień Dobry.
- Witam, Emily. Proszę usiąść.
- O co chodzi?
- Niestety, muszę ci powiedzieć, że twoje oceny z matematyki oraz fizyki są na tyle słabe, że jeśli się to nie zmieni, będziesz musiała powtarzać smestr. Chyba tego nie chcesz, prawda?
- Nie,proszę Pana.
- Tak myślałem, więc poprosiłem o pomoc jednego z uczniów straszej klasy o pomoc.
- Nie rozumiem?
- Po lekcjach, codziennie, będziesz zostawała z korepetytorem, który ci pomoże nadrobić zaległości i zaliczyć semstr. W porządku?
- Dobrze, kiedy ma się to zacząć?
- Dziś po 7 godzinie, uczeń przyjdzie do sali nr 109. To wszystko. Żegnam.
- Dziękuję. Do widzenia.
Wyszłam z gabinetu, odrazu wyciągnełam telefon i napisałam sms do Monic.
Sms:
No zajebiście, zajęcia po szole z jakimś ziomkiem ze straszej klasy. O niczym więcej nie marzyłam. Potem ci opowiem. Ems.

Wróciłam do klasy, lecz nie na długo, dzownek zadzwonił, a ja szybko wybiegłam z klasy. Udałam się do szafki odnieść ksiązki i wziąć kase na lunch. Poszłam do stołówki, wziełam jabłko i wode. - Nie byłam głodna. Usiadłam przy stoliku Chrisa i naszej, a raczej jego już ekipi.
Od razu widział, że jestem jeszcze bardziej wkurzona niż wcześniej.
- Ej mała, co jest?
- Zostaję po lekacjach uczyć się matmy, fajnie,huh?
- No co ty, z kim, hahaha?
- Jakiś ze straszej klasy, nie wiem kto, okaże się po lekcjach.
- Daj mi znać odrazu.
- Spoko.
Wziełam dwa gryzy jabłka, popiłam wodą i wyciągnełam swojego ipoda. Nie mogłam już słuchać ich rozmów na temat kto to się bardziej nie upił zeszłej nocy itp.
Po chwili wyszłam. Lekcje minęły mi odziwo dość szybko.
Siedziałam na ostatnią godzinę, wpatrując się w okno. Tak bardzo chciałam iść już do domu, odpalić muzykę, położyć się na łóżku i znów mieć gdzieś wszystkich.
Ale nie mogłam. Jeszcze zajęcia.
Lekcja się skończyła i udałam się pod salę 109.


Co dalej? Jak Emily zniesie kolejną godzinę, może dwie w szkole? Kim będzie korepetytor?
Czekajcię na kolejny rozdział. :) 


Nie chcę być dla Ciebie jedyną dziewczyną na świecie, chcę żebyś wiedział, że istnieją mądrzejsze, piękniejsze i bardziej zabawne, ale chcę byś mimo to wolał mnie.


Tagi: ...
14.08.2013 o godz. 22:51
Julia1987

Każdy z nas ma osobę, której chce po­wie­dzieć "nie od­chodź". Każdy z nas ko­goś kocha. Każdy z nas przez ko­goś cier­pi, cier­piał, lub cier­pieć będzie. Każdy z nas ma uczu­cia, na­wet jeśli uk­ry­te gdzieś głębo­ko na dnie. Każdy z nas ma wspom­nienia, które, gdy się po­jawiają, przyp­ra­wiają o łzy.


Tagi: ...
14.08.2013 o godz. 22:50
Julia1987

Każdy może Cię uszczęśliwić wykonując coś specjalnego.
Ale tylko ktoś wyjątkowy może Cię uszczęśliwić nie robiąc nic.


Tagi: ...
14.08.2013 o godz. 22:50
wikalovemi
Bohaterowie:

Rose Dawson - 14-latka.Jaka jest?Tak naprawdę nie wie nikt.Udaje przed wszystkimi, że jest szczęśliwa.Lecz tak naprawdę... nienawidzi siebie i ludzi ze swojego otoczenia.Nie ufa nikomu oprócz swojej przyjaciółce, lecz po kilku latach znajomości zaczyna mieć wątpliwości co do niej.Czy znajdzie gdzieś pocieszenie?Czy ktoś jej pomoże?
,,I co z tego, że płaczę po nocach w poduszkę, co z tego, że myślę o różnych rzeczach, co z tego, skoro nikt o tym nie wie i nigdy się nie dowie, bo na zewnątrz jestem całkiem normalną i szczęśliwą dziewczyną wkraczająca w dorosłe życie?''
Justin Bieber - 19-letni piosenkarz.Idol nastolatek na całym świecie.Kocha Beliebers tak jak oni kochają jego.Nie wie tylko, że są takie osoby jak Rose.Rose jest Belieber, cieszy się szczęściem Justina, ale sama nie jest szczęśliwa.
,,Jestem wzorem dla naprawdę sporej ilości osób.Nie chcę zawieść moich Beliebers, mojej rodziny.''
i inni...
Pozostali bohaterowie będą w późniejszych rozdziałach.

Prolog


No to może zacznę... mieszkam z mamą.Jestem pół sierotą.Mój tata zginął w wypadku samochodowym.Bardzo przeżyłam to wydarzenie, a było to 6 lat temu.Długo potem nie mogłam się pozbierać... aż do pewnego dnia.Pomogła mi pewna osoba, a mianowicie mój idol.Moim idolem jest Justin Bieber.Tak, jestem Belieber i będę na zawsze.Bo gdyby nie on prawdopodonie nie byłoby mnie tu dziś.Dzięki niemu wierzę w marzenia.
Nie lubię mówić o swoich uczuciach. Wszystko duszę w sobie. Bo po co się wyżalać ? Skoro i tak ktoś powie: 'aha', 'będzie dobrze'.To bez sensu.Nie lubię mówić o sobie.Nie ufam ludziom.Moim zdaniem wszyscy są fałszywi.Co się jeszcze wydarzy w moim życiu, tego nie wiem.Ale jestem zdania: co ma być to będzie.
Lecz nigdy nie przestanę marzyć i nigdy nie pozwolę zgasnąć nadziei.

Od autorki:Zaczęłam nowe opowiadanie, nową historię.Zdjęć nie ma, użyjcie wyobraźni.
Mam nadzieję, że chociaż trochę się to Wam spodoba.
Mimo małego załamania napiszę je tu.Nie będzie łatwo, ale dam radę.Nie będę pisała powodu załamania, bo jest on nie ważny.Nie przejmujcie się mną, tylko czytajcie... <3
14.08.2013 o godz. 21:42
Fuck-everything-Im-Belieber
*oczami Victorii*

Obudziłam się wtulona w bruneta. Czułam jak jego klatka delikatnie się unosi. Musnęłam malinowe usta chłopaka i zeszłam z niego idąc do łazienki. Zdjęłam bieliznę i chciałam wejść pod prysznic gdy poczułam ciepłe ręce na moich biodrach.
- Jesteś taka piękna… - wyszeptał mi do ucha i przygryzł lekko jego płatek. Przesunął dłonie wzdłuż moich pleców po czym odwrócił w swoją stronę. Spuściłam głowę chcąc ukryć czerwone policzki.
- Ej…nie mów, że się speszyłaś. – zapytał podnosząc mój podbródek tak abym spojrzała mu w oczy.
- Stoję przed Tobą naga – odpowiedziałam.
Justin zbliżył się do mnie i musnął moje wargi. Założyłam ręce na karku bruneta przyciskając go bliżej do siebie. Chłopak odsunął się ode mnie i napuścił ciepłej wody do wanny, po czym użył czekoladowego żelu. Zdjął z siebie koszulkę, a ja złapałam za pasek spodni Biebera. On tylko zadziornie się uśmiechnął. Zsunął ubranie na podłogę zostając w samych bokserkach. Po chwili ich też już nie miał. Justin podniósł mnie, a ja oplotłam jego biodra nogami. Z lekkim trudem oboje weszliśmy do wanny. Brunet położył się na mnie i całował mój dekolt. Ręką sunął po wnętrzu moich ud dochodząc w to miejsce. Widziałam iskierki radości w oczach Jussa. Musnął moje wargi lekko je zagryzając.
- Nikt już nigdy Cie nie skrzywdzi - wyszeptał prosto do mojego ucha.
- Nawet ty – chciałam się z nim trochę podroczyć.
- Tym bardziej ja – odpowiedział, a po chwili poczułam jak brunet i ja stajemy się jednością.
Był bardzo delikatny. Nie dziwię mu się, w końcu po tym co mi się przytrafiło.
Poczułam słodkie pocałunki na mojej szyi.
- Jeśli chcesz to przestanę - usłyszałam jego głos – powiesz tylko jedno słowo.
- Nie przestawaj - powiedziałam obejmując jego twarz w dłonie – Kocham Cię.
- Ja Ciebie bardziej – musnął moje usta.

*****


Justin nie został na śniadaniu. Po naszej wspólnej „kąpieli” umówiliśmy się na wieczór, a chłopak wyszedł mówiąc, że musi coś załatwić.

Wyjęłam z szafy czysty zestaw, który na siebie włożyłam. Zeszłam na dół do kuchni gdzie zrobiłam sobie posiłek. Przez cały czas myślałam o tym co zrobił mi Cole. Justin miał rację. Blondyn powinien za to zapłacić. Poza tym chciałam zrobić Biebsowi niespodziankę. Wypiłam małe espresso, rzuciłam krótkie „wychodzę” po czym zamówiłam taksówkę i pojechałam na komisariat.

Przez całą drogę się trzęsłam. Opowiadanie komukolwiek o gwałcie, a tym bardziej policjantowi, który pyta się o każdy szczegół jest straszne. Zapłaciłam kierowcy i weszłam do budynku. Zanim się zorientowałam siedziałam przed funkcjonariuszem składają zeznania z tamtej nocy.

*****


Nie było aż tak źle jak myślałam. Policjant okazał się bardzo przyjaznym mężczyzną z którym nawet miło się potem rozmawiało.

Wróciłam do domu i zaczęłam przygotowywać się do randki z Justinem. Szybko się odświeżyłam i przebrałam. Popsikałam się ulubionymi perfumami kiedy otrzymałam sms od Jussa.

Highland Avenue 25202
godzina 19
czekam ;*


Na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech. Schowałam telefon do torebki, zrobiłam makijaż i poprawiłam fryzurę po czym wyszłam z mieszkania.



Po pół godzinnej jeździe moim oczom zaczeła ukazywać się piękna dzielnica. Światła latarni oświetlały drogę oraz domy ustawione obok siebie.
Samochód zatrzymał się przed jednym z nich. Zapłaciłam za przejazd i podeszłam do drzwi, na których wisiała karteczka.

Przepraszam kochanie ale nie ma mnie tutaj.
Wejdź do środka gdzie czeka na Ciebie
mała niespodzianka.
Klucz jest pod wycieraczką. ;*
Kocham Cię ♥

Justin


Najpierw mnie zaprasza, a teraz tak po prostu znika. Wzięłam klucz do ręki i przekręciłam go w zamku. Przeszłam przez próg, a moim oczom ukazał się salon z kuchnią.
Na stole był bukiet czerwonych róż, butelka wina, dwa napełnione trunkiem kieliszki oraz pudełeczko z kolejną karteczką.

To dla Ciebie skarbie. ;*
A tak przy okazji, od teraz ten dom jest tylko i wyłącznie
NASZ ♥


Mój uśmiech od razu się powiększył. Usiadłam na kanapie biorąc do ręki jeden z kieliszków. Upiłam łyk wina i zaczęłam rozkoszować się słodką wonią róż. Otworzyłam pudełeczko w którym znajdował się złotypierścionek. Od razu go założyłam. Odłożyłam torebkę i rozejrzałam się po mieszkaniu. Weszłam na górę po schodach i otworzyłam drzwi do jednego z pomieszczeń, który okazał się sypialnią. Nie zdziwiło mnie to, że była ona fioletowa. Zamknęłam drzwi i szłam korytarzem w głąb domu. Trafiłam do łazienki. Była ona nie do opisania. Jasne ściany, ogromne lustro, a widok nieziemski. Garderoba mówiła sama za siebie. Wyszłam na taras, który od razu mnie powalił, ale nadal czegoś mi brakowało. Weszłam schodami jeszcze trochę wyżej. Otworzyłam drzwi i mnie zatkało. Moglibyśmy spędzaćtutaj z Justinem każdą noc. Położyłam się na łóżku i spojrzałam na ciemne niebo i gwiazdy. Nie mogłam uwierzyć, że miałam zamieszkać tutaj razem z Juss’em. Wróciłam na dół do salonu i utkwiłam wzrok w płomienie ognia żarzące się w kominku. Usłyszałam dźwięk mojego dzwonka. Wyjęłam z torebki telefon i spojrzałam na wyświetlacz, na którym było napisane „numer nieznany”. Odebrałam i przyłożyłam urządzenie do ucha.
- Halo? – zapytałam.
- Dobry wieczór, tutaj komisarz Andrew.
- Dobry wieczór – odpowiedziałam nie wiedząc o co chodzi.
- Czy mogłaby pani przyjechać na komisariat?
- Yyyy…tak, oczywiście. Coś się stało?
- Chciałbym zadać pani jeszcze kilka pytać w sprawie Cola McLlyod ’a.
- Dobrze. Już jadę. – powiedziałam po czym się rozłączyłam.

*****


Siedziałam w korytarzu i czekałam aż Andrew zaprosi mnie do środka. Nagle zobaczyłam jak w moim kierunku idzie dwóch policjantów. Trzymali oni za ręce chłopaka, który mogłam się domyślić i tak był skuty kajdankami. Podniósł on głowę dzięki czemu zobaczyłam, że tym kimś jest…

_______________________________________________________________________

Hej. ;* Cóż wydaje mi się, że rozdział przynajmniej trochę dłuższy. ;) Bardziej chciałabym aby rozdziały Wam się podobały niż abyście zwracali uwagę na ich długość. Przepraszam za wszystkie błędy i za wszystko. ;*
7 komentarzy = nn ♥
mała zapowiedź next;

- Co Ty tutaj robisz? – zapytałam z troską w głosie.
- Nic nie wiesz? Myślałem, że dlatego Cie wezwali - powiedział wlepiając wzrok w podłogę.


Kogo Victoria spotka w areszcie? Co wydarzy się dalej? Dowiecie się w 65 rozdziale.
8 do końca. ;c
Proszę Was o szczere komentarze. ;*
14.08.2013 o godz. 20:03
Its-my-life
Tagi: v
14.08.2013 o godz. 14:26
Its-my-life
Fuck-everything-Im-Belieber
*oczami Victorii*

Siedziałam na łóżku i próbowałam dodzwonić się do Justina, ale za każdym razem włączała się poczta głosowa.
Co on robi? – zapytałam w myślach.
Cholernie się o niego martwię. Czemu wszystko musi być takie skomplikowane.

Do drzwi pokoju ktoś zapukał, a po chwili w progu pojawiła się mama.
- Musisz zmienić opatrunki – powiedziała smutnym głosem, usiadła obok mnie i zaczeła odwijać bandaże, które miałam na nadgarstkach. Naszym oczom ukazały się świeże czerwone rany – Ten chłopak - zaczeła drżącym głosem – który Cie skrzywdził…to…
- To był Cole – odpowiedziałam odwracając wzrok.
- Myślałam, że między wami jest ok.
- Niestety nie. Nie chce o nim rozmawiać. Przepraszam.
- Ja przepraszam. Na pewno jest Ci ciężko – owinęła skórę białym opatrunkiem – ale pogodziłaś się z Justinem więc będzie dobrze.
- Mam taką nadzieję - objęłam blondynkę i wtuliłam się w nią – Z dzieckiem wszystko ok? – zapytałam.
- Tak. – odpowiedziała z uśmiechem – Kładź się. Już późno. Dobranoc. – pocałowała mnie w policzek.
- Dobranoc.
Położyłam się na łóżku, a do moich uszu dobiegł dźwięk telefonu. Myślałam, że to Justin, który postanowił się w końcu odezwać. Podniosłam telefon i spojrzałam na wyświetlacz „Zayn”. Mimowolnie uśmiechnęłam się. Dawno z nim nie rozmawiałam, a to w końcu mój przyjaciel.
- Halo?
- Hej, jak się czujesz? – zapytał z troską w głosie.
- Dobrze – odpowiedziałam, nie chciałam mu mówić o tym co przeszłam w ostatnim czasie.
- Vic nie okłamuj mnie. Byłaś w szpitalu. Co się stało? – moje serce stanęło.
- Skąd o tym wiesz?
- Przeczytałem w internecie. Są nawet zdjęcia. Wyjaśnisz mi o co chodzi?
- Zayn…to nie rozmowa na telefon – powiedziałam, chyba coraz bardziej zaczynałam dostrzegać minusy show-biznesu.
- Niedługo kończymy trasę. Wtedy wszyscy Cię odwiedzimy. Tęsknimy.
- Ja też. Wszystko jest dobrze. Nie masz się o co martwić.
- Ok. – odpowiedział i lekko się zaśmiał – Kolorowych snów księżniczko – dopowiedział po czym się rozłączył.
Odłożyłam telefon na półkę i wyjęłam z szafki czystąbieliznę. Weszłam do kabiny i puściłam ciepłą wodę. Umyłam się wiśniowym żelem, a we włosy wmasowałam szampon o tym samym zapachu. Owinęłam się białym ręcznikiem i starannie wytarłam. Włosy były wilgotne i lekko pokręcone. Takie jakie lubiłam. Przebrałam się w bieliznę, którą wcześniej sobie przygotowałam. Weszłam do pokoju, a na moim łóżku siedział Justin.
- Skąd się tu wziąłeś? – zapytałam.
- Twoja mama mnie wpuściła.
- Mhmm – odwróciłam się bokiem do bruneta – a telefon to nie łaska odebrać!!! – rzuciłam w niego ręcznikiem.
- Przepraszam kochanie. Bateria mi padła.
- Na pewno – podeszłam do okna, a po chwili poczułam ciepłe ręce bruneta na moich biodrach i miętowy oddech muskający moją szyję.
- Przepraszam – wyszeptał i zaczął składać delikatne pocałunki pieszcząc moje ciało.
Justin odwrócił mnie w swoją stronę. Jedną rękę położył na moim policzku, a drugą na biodrze przysuwając do siebie. Nasze usta złączyły się w czułym pocałunku. Chłopak zjechał dłonią po moich plecach i zatrzymał się na pośladkach lekko je ściskając. Brunet podniósł mnie do góry, a ja objęłam go w biodrach nogami. Po chwili poczułam pod sobą miękki materac. Juss składał pocałunki wzdłuż mojego ciała. Brakowało mi Justina. Jego ciepła. Jego dotyku. Jego pocałunków. Jest całym moim światem. Poczułam jak chłopak sięga ręką zapięcie mojego stanika, ale w momencie gdy miał go odpiąć położył się obok mnie.
- O co chodzi? – zapytałam spoglądając w czekoladowe tęczówki Biebera.
- To za szybko po tym gdy… - zacisnął wargi – ten sukinsyn…
- Rozumiem – przerwałam mu kładąc palec na ustach chłopaka – kocham Cię – złożyłam delikatny pocałunek na jego wargach.
Położyłam się na torsie Justina, a on objął mnie ramieniem.
- Jesteś tylko moja – wyszeptał brunet – na zawsze…

________________________________________________________________________________

Hej. Przepraszam, że rozdziały są coraz krótsze ale tak wyszło. Przepraszam jeśli zawiodłam Was tak jak już jedną osobę. ;c Mam nadzieję, że wytrzymacie jeszcze te 9 rozdziałów. A skoro rozdziały są krótsze to zobaczycie jak to opowiadanie szybko się zakończy.
Nie wiem jak dać limit. Może...6?
6 komentarzy = nn ♥
Jeszcze raz wszystkich przepraszam i mam nadzieję, że rozdział spodobał Wam się chociaż w 1 procencie.
mała zapowiedź next;

Wyjęłam z torebki telefon i spojrzałam na wyświetlacz, na którym było napisane „numer nieznany”. Odebrałam i przyłożyłam urządzenie do ucha.
- Halo? – zapytałam.
- Dobry wieczór, tutaj komisarz Andrew.


Przepraszam. ;*
14.08.2013 o godz. 10:42
meee
Ty nigdy nie wiedziałeś co czułam gdy powtarzałeś, że żyjcie jest zbyt krótkie by się ograniczać i by stać w miejscu. Nigdy tego nie rozumiałeś. A ja dziś rozumiem, że byłeś jedną z osób, która uniemożliwiała każdy mój ruch. Nie potrafiłam biec, biec w przód, nie potrafiłam iść, zawsze upadałam czekając aż pomożesz mi wstać. Robiłeś to, a może tylko z litości ? Może dlatego któregoś dnia powiedziałeś, że od dziś muszę sama iść przez to cholerne życie, i że już nigdy mi nie pomożesz wstać ? Może dlatego wtedy wstałam sama, może dzięki temu jestem trochę silniejsza. Widząc cię nie potrafię nie wrócić do dni kiedy byłeś wszystkim. To śmieszne, nadal jesteś. Chciałabym by ten chłopak, który mimo wszystko się nie poddawał, który uczył mnie życia.. Chciałabym by nigdy nie poczuł smutku, by jego oczy nigdy nie wypełniły się łzami. A w jego sercu, nie powstaną rany, które w przeciwieństwie to tych na ciele się nie zagoją. By nigdy nie rozdrapywał starych ran, by nigdy nie wracał w przeszłość. A pisząc to myślę o tym, byś nie był takim jakiego cię pamiętam. Wiem, że nie wrócisz. Wiem, że niektóre pożegnania są tymi ostatnimi, i przeklinanie ciebie niewiele mi dało. Skoro wtedy padał deszcz, i była burza. Padał deszcz, kochanie.. 



25 dni do koncertu..
Tagi: .
14.08.2013 o godz. 00:36
Dominisska

Nie mam średniej 5,0, zniewalającej urody, markowych ciuchów i ustawionych starszych. Ale spływa to po mnie, mam przyjaciół ♥

Poznaj ciemne zakamarki swojej kruchej psychiki - jestem głosem, który powtarza Ci że jesteś NIKIM |SŁOŃ
ee36cb95002beec250fa9b14.jpg
Tagi: niczyja
13.08.2013 o godz. 22:20
Dominisska

Starasz się, robisz wszystko jak najlepiej. Podchodzisz do większości spraw z lekkim dystansem, gdyż zraniono Cię już zbyt wiele razy. Ukrywasz uczucia pod wieczną maską uśmiechu i radości. Zgrywasz szczęśliwą kobietę, która bawi się życiem. Jednak Ty sama najlepiej wiesz, że w głębi duszy jesteś dziewczyną, która ponad wszystko potrzebuje bliskości. Samotność Cię wykańcza, a Ty po prostu boisz się do tego przyznać.
nawet nie wiesz , jak teraz żałuję , że odpowiedziałam Ci na pierwszego sms`a .
971424_427852367328035_288994788_n.jpg
Tagi: niczyja
13.08.2013 o godz. 22:05
Dominisska

Zupełnie inaczej jest, jeżeli masz kogoś, kto cię kocha. To ci daje setkę powodów, aby żyć. Ja ich nie mam.

Gimnazjum . Najlepszy okres w życiu . Największe wybryki . Największe problemy . Najsilniejsze więzi . Najgorsi nauczyciele , których tak kochamy kiedy trzeba się rozstać . Przeklęte dzienniki , które miliony razy ochotę mieliśmy wyrzucić przez okno . Wiecznie za małe szatnie. Wymyślane bóle głowy , brzucha by tylko nie pisać sprawdzianu . Wagary , które dawały adrenalinę . Przesiedziane przerwy przy książkach , gdzie drugie słowo to przekleństwo . Wycieczki z których zdjęcia odzwierciedlały 1/10 niezapomnianych wydarzeń . Pierwszy papieros . Pierwszy alkohol . Szkolne dyskoteki . Ściągi w piórnikach , całe ręce we wzorach. Akademie które były jednym wielkim kabaretem . Ludzie , których nigdy się nie zapomni.
DSC_0832.jpg
Tagi: niczyja
13.08.2013 o godz. 22:01
Fuck-everything-Im-Belieber
*oczami Victorii*



Pakowałam swoje rzeczy z łzami w oczach. Dopiero co pogodziłam się z Justinem, a już się pokłóciliśmy.

- Co?! Jakie ślady i otarcia?! – wrzasnął Justin.
- Pana dziewczyna została… - zaczął lekarz.
- Proszę nas zostawić!!! – krzyknęłam zagryzając mocno wargi.
Serce biło mi tak szybko, że to był chyba jedyny dźwięk w pokoju. Mężczyzna wysłuchał mojej prośby i wyszedł z pomieszczenia.
- Wyjaśnisz mi o czym on mówił?! – rozległ się donośny głos bruneta, złapał mnie za ręce ale po chwili je puścił widząc , że sprawił mi tym ból.
- Kiedy zostawiłam Cię pod kościołem - zaczęłam z łzami w oczach, które spływały po moich policzkach – pojechałam do klubu - otarłam słoną ciecz – spotkałam Cola, który - nie mogłam dokończyć, każde słowo było jak cios wymierzony w moje serce.
Justin wiedział co zrobił mi blondyn. Chłopak od razu mnie przytulił, a ja płakałam. Czułam się bezpieczna w jego ramionach. Słodka woń perfum bruneta otuliła moje ciało. Wtuliłam się w niego mocniej chcąc zapomnieć o otaczającym nas świecie.
- Ten sukinsyn zapłaci – wysyczał Justin napinając mięśnie.
- O czym Ty mówisz? – odsunęłam się od Biebera, w jego oczach dostrzegłam złość i nienawiść.
- Słyszałaś…nie zostawię tak tego!!!
- Ale…
- Victoria żadnych ale!!! Ten chuj Cie zgwałcił!!! Nie rozumiesz tego?!?!
- Rozumiem!!! – przerwałam mu – Chyba aż za dobrze!!! – Justin wstał z krzesła i zaczął nerwowo chodzić po pokoju.
- Musisz z tym iść na policję.
- Chyba żartujesz. - zamurowało mnie.
- Mówię poważnie.
- Justin nie wiesz jak to jest!!! Nie wiesz jaki to ból gdy ktoś Cie tak krzywdzi!!! Nie da się tego opisać!!! Nawet nie umiem o tym mówić!!! Dlatego to zrobiłam… - pokazałam ręce tak aby chłopak mógł spojrzeć na moje nadgarstki.
- Nie waż się tego kiedykolwiek powtórzyć. Za bardzo Cię kocham aby stracić – złapał moje policzki po czym dotknęliśmy się czołami.
- Wybacz…ale nie powiem o tym policji.
- Dziewczyno myśl!!! – wrzasnął brunet odsuwając się ode mnie – On musi za to zapłacić!!!
- Powiedziałam nie!!! – krzyknęłam.
- Sam to załatwię - odpowiedział zaciskając pięści po czym wyszedł trzaskając drzwiami.


Wyszłam z łazienki i podeszłam do mamy siedzącej na szpitalnym łóżku. Objęłam ją ramieniem i pocałowałam w policzek.
- Przepraszam – wyszeptałam na co blondynka mocniej się we mnie wtuliła.
- Proszę - złapała mój polik, a ja ujrzałam jej czerwone od płaczu oczy – nie rób tego już nigdy więcej.
- Obiecuję.

Wyszłyśmy przed szpital gdzie czekał na nas Fdr. Przytuliłam się do niego czując ciepło bijące z jego ciała. Nagle dostrzegłam jak w naszym kierunku idzie mój ojciec.
- Nie rób tego już nigdy więcej mała – powiedział przyciskając mnie do swojej piersi – Martwiliśmy się o Ciebie.
- Wiem i przepraszam – odpowiedziałam ocierając łzy.
Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w drogę do domu. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer Justina. Niestety po 3 sygnałach włączyła się poczta. Bałam się o bruneta. Ze szpitala wyszedł bardzo wkurzony mówiąc: „Sam to załatwię”. Zagryzłam wargi patrząc na widok za oknem mając nadzieję, że wszystko będzie w porządku, a Justin nie zrobi niczego głupiego…

________________________________________________________________________

Hej. ;* Kolejny rozdział za nami. <3
Też martwicie się o Justina?
7 komentarzy = nn ♥
mała zapowiedź next;

- Przepraszam – wyszeptał i zaczął składać delikatne pocałunki pieszcząc moje ciało.
Justin odwrócił mnie w swoją stronę. Jedną rękę położył na moim policzku, a drugą na biodrze przysuwając do siebie.


Zapraszam do komentowania. ;*

*oczami Victorii*

Podniósł on głowę dzięki czemu zobaczyłam, że tym kimś jest...Justin.
Moje serce zamarło, a ja od razu poderwałam się z miejsca. Widziałam, że brunet był zaskoczony moją obecnością tutaj. Tak jak ja jego. Wszyscy zatrzymali się obok mnie, a jeden z policjantów, który trzymał Biebera wszedł do pokoju w którym siedział Andrew. Podeszłam bliżej i złapałam Jussa za policzek, a brunet lekko zagryzł swoje wargi.
- Co Ty tutaj robisz? – zapytałam z troską w głosie.
- Nic nie wiesz? Myślałem, że dlatego Cie wezwali - powiedział wlepiając wzrok w podłogę.
- O co Ci do cholery chodzi?! – wrzasnęłam, zamiast Justina odezwał się policjant, który stał obok niego i mnie uciszył. Puściłam policzek bruneta i spojrzałam na drzwi, które właśnie się otworzyły. Poczułam jak mój żołądek się ściska, a serce przestaje bić na widok…Cola. Był cały posiniaczony i miał złamaną rękę. Zadziornie się uśmiechnął i posłał mi całusa.
- Panno Victorio – zwrócił się do mnie Andrew – musi pani jeszcze chwilę poczekać.
Policjanci wprowadzili Justina do pomieszczenia zostawiając mnie sam na sam z Colem.
- Hej skarbie – powiedział bliżej do mnie podchodząc.
- Nie zbliżaj się do mnie – odpowiedziałam odsuwając się od chłopaka.
- Nie mów, że Ci się nie podobało - zadziornie się uśmiechnął – Byłaś zajebista. Mam nadzieję, że to powtórzymy.
- Będziesz siedział w więzieniu.
- Chyba pomyliłaś osoby. To Twój Bieberek będzie.
- Ciekawe za co – prychnęłam.
- Oj proszę kochana - dotknął mojego policzka na co od razu od niego odskoczyłam – Tylko na mnie spójrz. To ON mnie tak urządził - powiedział, każde słowo tak wyraźnie, że odbijały się one teraz w mojej głowie.
- Nie wierzę Ci - rzuciłam siadając na krześle, schowałam twarz w dłonie i zaczęłam płakać.
Justin nie mógł tego zrobić. On taki nie jest. Ale…gdzie był wtedy gdy wyszedł po naszej kłótni ze szpitala i dzisiaj rano? Czy on…mógł pobić Cola? Na pewno nie!!! Chociaż te jego słowa: „Ten sukinsyn zapłaci”, „Nie zostawię tak tego”, „Sam to załatwię”...Justin mówił je na poważnie? Nie były to po prostu PUSTE groźby, które nigdy miały się nie sprawdzić?
Przeczesałam włosy i wlepiłam wzrok w drzwi, za którymi zniknął Juss z policjantami.

*****


Leżałam w sypialni na łóżku spoglądając w niebo pełne gwiazd. Specjalnie pojechałam do domu mojego i Justina. Z półki obok wzięłam jego zdjęcie i spojrzałam w te czekoladowe oczy bruneta, za którymi cholernie tęskniłam.
To nie tak wszystko miało wyglądać. Powinnam leżeć teraz obok Biebsa wtulona w jego tors. Czuć jego pocałunki. Słyszeć jak szepcze mi do ucha słodkie słówka. A jak jest?! Leżę tu sama patrząc się w zdjęcie chłopaka, a on siedzi zamknięty w celi za pobicie!!!

- Powie mi pan w końcu czemu Justin został aresztowany?! – wrzasnęłam na funkcjonariusza, który w końcu postanowił ze mną porozmawiać.
- Niech się pani nie denerwuje. Został zatrzymamy ponieważ jest podejrzany w sprawie o pobicie pana Cola McLlyod ’a.
- Co?! A czemu nie aresztowaliście tego sukinsyna?!
- Proszę się wyrażać!!! – przerwał mi.
- Przepraszam – odparsknełam – Czemu nie aresztowaliście Cola za gwałt?!?!
- Nie mamy wystarczających dowodów - odpowiedział spokojnym głosem.
- A na Biebera macie?! – krzyknęłam opierając ręce o biurko – Co mam zrobić abyście wsadzili McLlyod ‘a?
- Jeśli pójdzie pani na badania to może się uda…
- Może?! – nie mogłam uwierzyć w słowa, które wypowiadał Andrew.


Z zamyśleń wyrwał mnie telefon. Podniosłam go i przyłożyłam do ucha.
- Halo? – zapytałam obojętnym głosem.
- Nie obudziłem? Z tej strony komisarz Andrew.
- Nie, nie. Nie mogę zasnąć. O co chodzi?
- Mam dla pani dobrą wiadomość. Cole McLlyod został aresztowany – powiedział, a ja na te słowa poderwałam się z łóżka.
- Naprawdę?
- Tak. Niestety co do pana Justina Biebera…
- Nadal musi siedzieć w areszcie – dokończyłam za niego.
- Bardzo mi przykro. – odpowiedział – Wiem, że ma mieć rozprawę za dwa tygodnie, a do tego czasu…
- Rozumiem. Dziękuję za informacje.
- Proszę. Do widzenia – rozłączyłam się i wtuliłam w poduszkę.
Słone łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Przecież teraz miało być idealnie.
Zanim się zorientowałam zamknęłam oczy i zasnęłam ze zmęczenia…

*****


Dni bez Justina mijały okropnie. Od momentu gdy go aresztowali minął już tydzień. Cały ten czas spędzałam w naszym wspólnym domu, a raczej chciałam spędzać.
Trzy dni temu odbyła się gala EMA, na której miałam wystąpić. Musiałam jeździć na próby i uczyć się choreografii do mojego występu. Codziennie jeździłam ze Scooterem na sesje, wywiady i w ogóle. Kiedy po całym zabieganym dniu wracałam do domu marzyłam, że wchodząc do środka zobaczę Justina czekającego na mnie na kanapie. Spojrzę w jego czekoladowe tęczówki. Poczuję smak jego ust. Wtulę się w te ciepłe i bezpieczne ramiona. Niestety były to tylko marzenia.
W bardzo krótkim czasie zrobiło się o mnie głośno. Zostałam ogłoszona domniemaną dziewczyną Justina Biebera. Oskarżona o to, że to ja zepsułam związek Jussa i Seleny. Przez ci pod domem czekali na mnie kilkakrotnie paparazzi aby zrobić mi chociaż jedno zdjęcie. Ile razy trafiały do internetu moje fotki, na których płaczę z dopiskiem: „Victoria tęskni za Justinem.” Teraz rozumiem co on przeżywał i nie tylko on. Nie możesz wyjść nawet normalnie do sklepu bo od razu wokół Ciebie gromadzą się tłumy ludzi.
Po kolejnym męczącym dniu wróciłam do domu. Weszłam do kuchni i zaparzyłam sobie kawę. Gdy trzymałam w ręku filiżankę usłyszałam pukanie do drzwi. Podeszłam do nich po czym otworzyłam. W progu stał…Sam. Zatkało mnie. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Kiedy z nim zerwałam zaczął zadawać się z Colem. Przez nich obu moja matka była w szpitalu. Sam stal się chamskim dupkiem. Zastanawiałam się co on w ogóle tutaj robi.
- Mogę wejść? – zapytał.
- Nie wiem. Po tym wszystkim… - odpowiedziałam.
- Victoria przyszedłem Cię przeprosić i powiedzieć prawdę. Chodzi o Justina… - wyznał, a na dźwięk jego imienia moje serce przyśpieszyło.

______________________________________________________________________

Hej. Jestem ciekawa kto przeczyta dziś rozdział i bez mojego powiadomienia, które roześle Wam dopiero jutro. Przepraszam.
Mam nadzieję, że zaciekawiły Was odwiedziny Sama, które złożył Victorii?
7 komentarzy = nn ♥
Mam wrażenie, że Was tracę. ;c Przepraszam. ;*
mała zapowiedź next;

Chłopak podniósł głowę i spojrzał w moje oczy. Od razu się uśmiechnęłam, a po policzku spłynęła mi słona łza. Widziałam iskierki radości w czekoladowych tęczówkach Jussa. Marzyłam aby wpaść w objęcia Biebera. Justin uśmiechnął się lekko, a ja zajęłam miejsce w jednej z ławek.


66 rozdział niestety będzie krótki. Bardzo. Ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie.
7 rozdziałów do końca. ;c
Przepraszam. Za wszystko. Staram się jak mogę...ale. Co ja będę się rozpisywać. ;c Proszę...pomóżcie mi. Znowu. ;c Potrzebuję Was. I...Kocham oczywiście. <3
14.08.2013 o godz. 23:10
Julia1987

Nie przestrasz się, proszę, gdy poczujesz moje wargi na szyi. Nie chciałem całować, to tylko bezradna miłość.


Tagi: ...
14.08.2013 o godz. 22:53
Julia1987

Jesteś sama, bo za bardzo chcesz być czyjaś. Za bardzo chcesz należeć tylko do niego.


Tagi: ...